• Team

Salzkammergut Trophy 2011

Są takie wyścigi, które poruszają wyobraźnię osób ścigających się na rowerach górskich. Z pewnością jednym z nich jest rozgrywany w austriackich Alpach Salzkammergut Trophy. Co roku przyciąga na start nawet do 4000 uczestników. Oprócz rywalizacji na rowerach górskich odbywają się również wyścigi na monocyklach oraz wyścigi dla dzieci – Junior Trophy.

Na jeden weekend lipca niewielkie miasteczko Bad Goisern zamienia się w prawdziwą stolicę MTB.


W minionych latach startowałem już dwukrotnie na Salzkammergut Trophy, jednak wybierałem dystans 120 km. W tym roku postanowiłem zmierzyć się z najdłuższym dystansem – trasą A – liczącą 211 km z sumą podjazdów przekraczającą 7000 m.

Do Bad Goisern dotarłem w piątek wieczorem. Tradycyjnie zameldowałem się na specjalnie utworzonym dla potrzeb wyścigu kempingu, ekspresowo załatwiłem formalności w biurze zawodów, zjadłem wieczorny posiłek, była jeszcze chwila czasu na ostatnie sprawdzenie roweru i jak najszybciej udałem się spać, tak aby maksymalnie wypocząć przed startem.

Pierwsza pobudka o godzinie 2.00 – przedstartowe jedzenie, jeszcze chwila snu i przed 4.00 wstaję już ostatecznie, aby zdążyć na start na godzinę 5.00. W centrum Bad Goisern okazuje się, że jest już mnóstwo ludzi, oczywiście startujących na dystansie 211 km, ale także rzesze kibiców.

Punktualnie o 5.00 start wyścigu, początkowe kilkaset metrów płaskich i zaczyna się pierwszy podjazd. Na niecałych 10 km pokonujemy blisko 900 m w pionie. Tu także, mimo bardzo wczesnej pory jest sporo kibiców z pochodniami, dzwonkami. Atmosfera po prostu niesamowita.

Po wieczornych opadach deszczu w nocy się rozpogodziło, powietrze jest rześkie, jest dosyć chłodno, ale jedzie mi się świetnie. Mamy okazję podziwiać wschód słońca, na grzbietach jest już jasno, a w dolinach ciągle mrok.

Jadę całkiem mocno, na bufetach chwytam coś do przegryzienia, wymieniam w locie bidon, organizacja bufetów jest rewelacyjna.

Około godziny 11.00 robi się ciepło i czuję że zaczyna mnie łapać kryzys. Tempo jazdy mi spada, zatrzymuję się na dłuższy postój na bufecie. Mam już blisko 120 km w nogach do pokonania jeszcze niewielki podjazd, a później 20 km płaskiego z niewielkimi zmarszczkami.

Ok 150 km zaczyna się najtrudniejszy podjazd z Halstatt do kopalni Salzberg. Okazuje się dla mnie zbyt stromy i jestem zmuszony prowadzić rower na części dystansu. Na szczęście później jest chwila zjazdu i podjazd na najwyższy punkt trasy - przełęcz powyżej Rossalm. Tu już łapię rytm i odrabiam straty. Następnie bardzo szybki zjazd szutrami do jeziora Gosausee, jeszcze ostatni większy podjazd - blisko 500 m w pionie i już generalnie w dół do mety.

Na metę w Bad Goisern wpadam po 12h 26' jazdy. Pozwoliło to na zajęcie 41 miejsca open. Na blisko 600 osób które wystartowały na najdłuższym dystansie zdołało ukończyć 375 zawodników w tym 6 kobiet.

Warto odnotować świetny start na 211 km Marcina Piecucha, który zajął 9 miejsce open (3 w kategorii) oraz 26 miejsce Michała Cesarczyka.

Na dystansie 120 km 4 miejsce open wśród kobiet zajęła Ewelina Ortyl, a Kaśka Galewicz była 8.

 

Start na dystansie 211 km był dla mnie całkiem nowym doświadczeniem. Nigdy wcześniej nie ścigałem się na tak długiej trasie, co więcej nigdy nie przejechałem jednorazowo tak długiego dystansu. Myślę, że za rok znów spróbuję wystartować na dystansie A.


« Powrót